sobota, 8 stycznia 2011

Początek - czyli kilka słów wprowadzenia


21go grudnia 2010

No i stało się...


Wracałem z pracy do domu, późno wieczorem 21go grudnia 2010. Była godzina prawie 21:00.
Dojeżdzałem właśnie (jadąc ulicą podporządkowaną) do skrętu w prawo.
Zatrzymałem się przed skrzyżowaniem gdyż musiałem przepuścić nadjeżdzające z mojej lewej strony samochody.

Kątem oka dostrzegłem po mojej lewej stronie wycofujący się samochód terenowy, który jechał tyłem w moim kierunku. Jechał bardzo powoli - z zamiarem wycofania się z sąsiedniej ulicy i następnie jazdy w kierunku przeciwnym.

Spojrzałem w lewo - samochody nadal jechały - nie mogłem wjechać na skrzyżowanie.

Samochód zbliżał się coraz bardziej i przez chwilkę doznałem przeczucia, iż jest trochę za blisko - pomyślałem sobie - czy kierowca mnie widzi, dlaczego nie wykręca mocniej kołami tylko wycofuje się tak głeboko ?

Przez głowę przebiegły mi błyskawicznie myśli:
  • zatrąbić
  • szybki rzut okiem w lewo czy nic nie jedzie - gaz do dechy i w prawo - ale tego manewru muszę być pewien aby nie wjechać wprost pod rozpędzone samochody na ulicy przede mną
  • szybki rzut okiem w lusterko wsteczne i gaz do dechy do tyłu
Niestety nie zdążyłem wykonać żadnego manewru, lekkie "puk", bujnęło samochodem....




Wycofujący samochód wjechał w moje przednie lewe drzwi (jego tylnym lewym rogiem). Lusterko w moim aucie złożyło się i zostałem zablokwany w samochodzie.
Po chwili kierowca terenowego samochodu ruszył do przodu i zatrzymał się parę metrów dalej.

Wyłączyłem silnik, włączyłem światła awaryjne i wysiadłem z samochodu (uff...drzwi otworzyły się więc nie jest najgorzej - pomyślałem). Poprawiłem lusterko - nie odpadło - wygląda na to, że tylko złożyło się na skutek kolizji. W drzwiach było wgniecenie...

Z samochodu, który uderzył we mnie, wybiegła kobieta i od razu zaczęła przepraszać i tłumaczyć się, iż mnie nie zauważyła, że przeprasza, nie chciała...

No cóż - stało się...

Porozmawialiśmy chwilę i ustaliliśmy, iż ze względu na fakt, iż nikt nie ucierpiał fizycznie, szkoda nie jest bardzo poważna - moje auto nadaje się do dalszej jazdy - nie wzywamy policji (na którą musielibyśmy pewnie długo czekać a dodatkowo pani otrzymała by zapewne mandat karny) - dodatkowo pani jechała z chorym zwierzątkiem do weterynarza i oczekiwanie na przyjazd policji spowodowałoby, iż nie zdążyłaby.

Pani stwierdziła, iż bierze na siebie całkowitą winę za kolizję, wymieniliśmy się danymi (telefony, wizytówki, spisanie danych z polisy OC) - dodatkowo - ponieważ nie nikt z nas nie miał czystej kartki papieru, umówiliśmy się, iż pani podeśle mi oświadczenie sprawcy mailowo.

Rozstaliśmy się - pojechałem do domu...

Po przyjeździe do domu zasiadłem przed Internetem i poszukałem jak mogę zgłosić szkodę. Okazało się, iż Generali (firma, która wydała polisę OC sprawcy wypadku) posiada formularze online do zgłaszania szkód:

https://www.generali.pl/obsluga-i-pomoc/zgloszenie-szkody/szkoda-komunikacyjna/

Po wypełnieniu danych w formularzach po chwili otrzymałem mail z powiadomieniem o przyjęciu wniosku wraz z wypełnionym załącznikem.


22go grudnia 2010

Właścicielem auta jestem od 2006 roku (rocznik 2005) - auto kupiłem nowe, z salonu - wszystkie przeglądy serwisowe robię w autoryzowanym serwisie PGD OMC (http://www.omcmotors.pl/).
Z tego tytułu mam też "bonusowe" ubezpieczenie, które ważne jest, pod warunkiem, iż wszystkie przeglądy i naprawy wykonuję w autoryzowanych serwisach Ford.

Ponieważ zbliżały się Świeta Bożego Narodzenia i planowałem pojechać na zakupy, postanowiłem, iż po drodze "wpadnę" do serwisu blacharskiego PGD OMC (w Warszawie na Uczniowskiej 34) aby poradzić się ich jak dalej procedować z ubezpieczycielem oraz jak można umówić się na naprawę.

Pan w zakładzie obejrzał szkodę i stwierdził, że drzwi kwalifikują się do wymiany - dał mi też formularz "cesji - upoważnienia", który składa się u ubezpieczyciela, a który upoważnia ubezpieczyciela do rozliczenia bezgotówkowego szkody na rzecz zakładu, który dokonuje naprawy.




Specjalista z zakładu polecił również, aby nie czekać aż zjawi się pracownik Generali i dokona oględzin, ale aby podejechać do ich siedziby i zrobić oględziny na miejscu - stwierdził, że przyspieszy to znacznie czas likwidacji szkody.

Tak też zrobiłem, pojechałem na Al. Jerozolimskie 92.

Na miejscu nie było akurat kolejki i Panie od razu zajęły się moją sprawą - zweryfikowały telefonicznie, iż faktycznie zgłosiłem wniosek o odszkodowanie przez Internet, ale ponieważ wniosek nie doszedł jeszcze do nich zostałem poproszony o ponowne wypełnienie wniosku - tym razem papierowo.
Tak też zrobiłem - w międzyczasie pojawił się specjalista od oględzin, który poszedł zrobić dokumentację zdjęciową szkody. Specjalista przekazał, iż w jego ocenie drzwi sa również do wymiany.
Dostałem poświadczenie przyjęcia zgłoszenia szkody i zobowiązałem się do dostarczenia "oświadczenia sprawcy" - to jedyny dokument, który pozostał do uzupełnienia, gdyż ksera dowodu osobistego, prawa jazdy, ubezpieczenia OC (mojego) zostały wykonane na miejscu. Dodatkowo dostałem podstęplowaną cesję-upoważnienie dla zakładu napraw. Umówiliśmy się, iż najszybciej jak to możliwe dostarczę mailowo zeskanowane "oświadczenie sprawcy" a specjalista dokona wyceny i oficjalnie przekaże sprawę do dalszego procedowania w oddziale, który będzie likwidował szkodę (oddział w Katowicach).



Wróciłem do domu i skontaktowałem się ze sprawczynią kolizji, która obiecała, iż następnego dnia dośle zeskanowane  oświadczenie (była środa popołudniem i pani nie była już w pracy).

23go grudnia 2010

Podjechałm do pracy aby odebrać maila - oświadczenie zgodnie z obietnica doszło.



Natychmiast dosłałem oświadczenie do zakładu ubezpieczeń. Zbliżały się Święta więc nie pozostało nic innego jak trochę odpocząć i poczekać na dalszy tok spraw do następnego tygodnia.

27go grudnia 2010

Już po Świętach... Wzmocniony krótkim odpoczynkiem postanowiłem zająć się moim odzkodowaniem od samego początku tygodnia - wysłałem zapytanie mailem czy dokumenty dotarły i jak mam teraz dalej procedować (miałem dostać oficjalny numer zgłoszenia i wycenę szkody).

28go grudnia 2010

Nie dostałem odpowiedzi więc próbuję skontaktować się telefonicznie - nie udaje się ale na koniec dnia dostaję numer wewnętrzny bezpośrednio do pana od wyceny.

Dodatkowo dostaję kontakt telefoniczny od firmy CRLS, która chce umówić się na oględziny samochodu - przekazuję, iż oględziny zostały już wykonane w Generali na Al. Jerozolimskich - przepraszają za pomyłkę.

29go grudnia 2010

Udaje mi się dodzwonić do pana od wyceny i dostaję informację, iż dokumenty i wycena zostały przekazane na początku tygodnia do Katowic i powinienem od nich otrzymać już numer zgłoszenia i wycenę - ale gdybym nie otrzymał do następnego dnia rano mam się skontaktować. Dzwonię na infolinię do Katowic ale tam niestety nikt nic jeszcze o zgłoszeniu nie wiedzą.

30go grudnia 2010

Dzwonię do pana od wyceny i mówię, iż nadal nic nie otrzymałem - pan forwarduje mi maila z numerem szkody i wyceną - na CC maila dostaję również adres mailowy i dane adresowe likwidatora merytorycznego w Katowicach.


Z tymi dokumentami jadę do zakładu PGD OMC na Uczniowskiej 34.

W zakładzie pan informuje mnie, iż do sfinalizowania potrzebne jest jeszcze potwierdzenie likwidatora merytorycznego (tj oddział w Katowicach)  i, że nalezy czekać na kontakt ubezpieczyciela w tej sprawie.
Umawiamy się na dalszy kontakt w dniu 7 stycznia 2011 - już w Nowym roku 2011.

3go stycznia 2011

Dostaję telefon z firmy CRLS (to już drugi telefon) w sprawie oględzin samochodu. Ponownie informuję, iż oględziny były już wykonane przez Generali - przepraszają za pomyłkę. Mam podejrzenie, że zgłoszenie zostało zarejestrowane dwukrotnie (mój wniosek internetowy oraz papierowy w oddziale Generali) - rozmawiałem podczas wypełniania wniosku papierowego w oddziale i dostałem zapewnienie, iż nie będzie takiego problemu bo dokonają scalenia i będzie tylko jedno zgłoszenie. A jednak coś jest nie tak...

Dodatkowo dostaję pismo z firmy CRLS gdzie numer zgłoszenia jest dokładnie o jeden wyżej od mojego numeru zgłoszenia z maila, którego dostałem od specjalisty Generali wyceniającego szkodę.

7go stycznia 2011

Godziny wczesno poranne...

Dzwonię do zakładu naprawczego i okazuje się, iż na razie nikt się z nimi nie kontaktował - mam dalej czekać. Chcę jednak wyjaśnić kwestię ewentualnego zduplikowanego zgłoszenia.
Dzwonię na infolinię do Katowic, gdzie po sprawdzeniu w systemie przekierowują mnie do firmy CRLS w Pruszkowie. Dzwonię do firmy CRLS a tam dowiaduję się, iż moje zlecenie zostało anulowane z dopiskiem, iż sprawa wyceny jest prowadzona przez Generali (tak z resztą powinno być).

Dzwonię więc na infolinię do Katowic i wyjaśniam czego się dowiedziałem w firmie CRLS i proszę o informację o statusie postępowania. Pani na infolini wyjaśnia, iż muszę tą sprawę wyjaśnić z osobą, która zajmuje się moją sprawą - dostaję wewnętrzny numer telefonu.
Dzwonię na wskazany numer ale znów dodzwaniam się na infolinię - po kilkunastu rozłączeniach i połączeniach znów udaje mi się dodzwonić na infolinię - przekazuję, iż próbuję się skontaktować z osobą, która prowadzi moją sprawę - dowiaduję się jednak, że ta osoba jest na spotkaniu i żebym podał moje dane kontaktowe a osoba skontaktuje się ze mną.
Czekam więc ale jednocześnie wysyłam maila z opisem problemu do tej osoby.

Po południu po godz 16:00....

Nie otrzymawszy żadnego telefonu znów dzwonię na infolnię - po kilkunastu próbach połaczenia i dłuższym oczekiwaniu dodzwaniam się ale okazuje się, iż rzeczoznawcy pracują wyłącznie do godziny 16:00.

Pozostaje mi więc poczekać do poniedziałku.

Wieczorem....

Zasiadam do komputera, zaczynam wertować strony w internecie dotyczące ubezpieczyciela Generali i opisów dotyczących likwidowania szkód z OC.

Natrafiam na kilka adresów:

http://www.generali.ubezpieczenie.com.pl/opinie_o_towarzystwie/0,0.html

http://forumprawne.org/ubezpieczenia/169286-problem-z-wyplata-oc-generali-brak-kontaktu.html

http://www.goldenline.pl/forum/1926418/likwidacja-szkody-generali-i-brak-kontaktu

http://www.goldenline.pl/forum/1233544/stluczka-problem-z-odszkodowaniem-generali

Niektóre wpisy wzbudzają moje zaniepokojenie:
  • ubezpieczyciel unika kontaktu
  • nie można uzyskać informacji o stanie postępowania
  • przeciąganie sprawy
Czy to prawda czy nie ?

Czy są to jedynie sporadyczne przypadki ?

Zastanawiam się co by było gdyby samochód był tak uszkodzony, że nie mógłbym z niego korzystać a byłby np: niezbędny mi do pracy ?

Jak się to skończy w moim przypadku - czy mam się niepokoić "na zaś" ?


Podejmuję decyzję - postanawiam założyć tego BLOG'a.

Będę go prowadził do końca - niezaleznie od tego jak sprawa się sfinalizuje.
Blog pomoże mi w dokumentowaniu tego co dzieje się z moją szkodą - być może będzie pomocny innym osobom w podobnej sytuacji.

Zapraszam....

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Życzę powodzenia ;-)

Poszkodowany pisze...

Dziękuję !

Anonimowy pisze...

Nic Pan nie wskóra będzie Pan czekał.. dzwonił...czekał...dzwonił..a potem dostanie Pan decyzję ale..okaże się że to nie do tej szkody. Napisze Pan odwołanie i bedzie Pan czekał.. dzwonił...czekał...dzwonił..a potem okaże się że dokumenty w sprawie są nie wystarczające i trzeba jeszcze dosłać te wszystkie które Pan dał przy oględzinach rzeczoznawcy bo... ktos je zagubił albo wpiał do innej szkody... Sama radość z kontaktu z Genrali.
Infolinia będzie informowała że sprawa jest otwarta i już... bo nic więcej nie wie... do likwidatora prowadzącego sprawę się Pan nie dodzwoni bo nikt nie będzie odbierał słuchawki a przełożony powie że załatwi sprawę ale ma tyle spraw na głowie...

Poszkodowany pisze...

Dziś był pozytywny krok ze strony Generali (mój ostatni post to opisuje). Musze przyznać, iż byłem zaskoczony telefonem - nie spodziewałem się tego - już prędzej brałem pod uwagę, iż kiedyś uda mi się dodzwonić. Jak napisałem "nie chwalmy dnia przed zachodem" - mam jednak nadzieję, że czarne scenariusze się nie sprawdzą...Na pewno będę na bieżąco informował